
- O co w tym wszystkim chodzi? - Nigdy nie zadawaj tego pytania. Jedyne, co się liczy, to zadowolenie Marco. W tym krótkim dialogu z Richardem, czyli czeskojęzycznym Laertesem , można zamknąć dążenia i intencje wszystkich pracujących nad naszym „Hamletem”. Pięć dni, ponad pięćdziesiąt osób, gra aktorska, choreografie, teatr cieni, barokowy śpiew, przerwa na pizzę lub kebsa – każdy najmniejszy element warsztatów spoczywał w rękach jednego, wyjątkowego człowieka. Marco Alotto, bo o nim mowa, od wielu lat kieruje festiwalem „Lingue in scena” i, choć do momentu rozpoczęcia finałowego spektaklu nikt nie wie, jak on właściwie ma wyglądać, za każdym razem okazuje się być niesamowitym przedsięwzięciem. Od momentu przyjazdu do Turynu (poprzedzonego dwudniowym pobytem w Mediolanie) nasze działania ograniczyły się do prostego, włoskiego śniadania, całodniowej pracy w teatrze z przerwą na obiad i odpoczynku od wczesnego wieczora aż do kolejnego prostego, włoskiego śniadania. Mimo stałego rytmu dnia czas warsztatów mogę uznać za najbardziej emocjonujący, produktywny i ubogacający, jaki udało mi się przeżyć. Kluczowym elementem projektu były języki obce – by wystawić siedmiojęzyczny spektakl, trzeba przebrnąć przez wiele nieporozumień, nieścisłości i momentów „zawieszenia” (zwłaszcza, gdy reżyser posługuje się jedynie mową Dantego i da Vinciego). Jednak, dzięki tak silnie zaznaczonej różnorodności mieliśmy szansę spojrzeć na siebie nawzajem z zupełnie innej, szerszej perspektywy, ponad stereotypami i podziałami, mając do czynienia z prawdziwym człowiekiem o tym samym co nasz celu. Ten zaś ziścił się w piątkowy wieczór, na deskach Teatro Astra. Wieczór równie rozmyty we wspomnieniach co cały tydzień, utrwalony na fotografiach i zasłyszanych podziękowaniach przed zapadnięciem kurtyny. Dziękujemy przyjaciołom pani Tejchman z Mediolanu za cały dzień zwiedzania miasta, wspólną kolację i śpiew. Dziękujemy poznanej tuż po przyjeździe do Turynu grupie francuskiej – w tym Zoey (Ofelii), Tillowi (Hamletowi), Rafaelowi, Noi, Henry’ emu (Poloniuszowi), Flore, Clemensowi; za wspólne wieczory na tarasie, mnóstwo muzyki i rozmów. Dziękujemy grupie niemieckiej – w tym Janowi (Hamletowi), Dorianowi (Klaudiuszowi), Anneke, Lotte i cudownej blondynce o niebieskich oczach i fantastycznej mimice. Dziękujemy Czechom – Kristofowi (Klaudiuszowi) i Richardowi (Laertesowi z którym miałam zaszczyt grać scenę pożegnania), za wspólne szerzenie słowiańskiego ducha na italskiej ziemi. Dziękujemy gospodarzom - Włochom, w tym Kseni (Ofelii), Irene, Luelle (Ofelii), Lorenzo (Hamletowi), Margericie (Ofelii, partnerce w szaleństwie), Mirco (Poloniuszowi), Emanuelowi, najlepszym ze wszystkich Mateo, Francesco i Gabrielle, oraz Marko, studentowi lingwistyki, obecnemu we wstępnej części festiwalu. Dziękujemy Gminie i Miastu Turyn za zaproszenie (i obiecane zaproszenie w przyszłym roku), Goethe Institut, Teatro Astra, tłumaczom, zastępowi profesjonalistów czuwających nad powodzeniem naszej amatorskiej gry. W końcu dziękujemy Marco, reżyserowi, który każdemu z nas choćby w najmniejszym stopniu poszerzył horyzonty. A szczególne podziękowania kierujemy do pani profesor Malcharek, pani profesor Tejchman i pana profesora Chwaliboga, za wspólne dokonanie niemal niemożliwego; miesiące żmudnej pracy nad pogmatwanym scenariuszem, kiepską dykcją, drewnianymi ruchami i mnóstwem innych ograniczeń. O resztę przeżyć pytajcie innych – naprawdę, więcej kompletnie nie pamiętam. Jeszcze Turyn o nas usłyszy! Aleksandra Mrozowska (w imieniu Jessiki Szczepańskiej (Gertrudy), Emmy Gądek (Gertrudy), Oli Nowak, Gabrysi Waś, Alicji Kasprzak, Pauliny Kobendzowskiej, Mateusza Czyża, Kamila Kuca i Dawida Lewandowskiego)
No comments:
Post a Comment